dzwignia

Dźwignia finansowa

Forex jest rynkiem na którym można osiągnąć naprawdę dużo we względnie krótkim czasie. Nie zagłębiając się jednak w zagadnienia dotyczące nauki gry czy możliwość wstrzelenia się w niszę w odpowiednim momencie, zastanówmy się skąd w ogóle tak olbrzymia popularność giełdy walut? Z pewnością zależna jest od bardzo dużej swobody jaką ma inwestor. W dowolnym momencie może on kupić lub sprzedać walutę, przewidując czy jej wartość wzrośnie czy spadnie. Z drugiej jednak strony nie jest to kluczowe, przynajmniej jeśli chodzi o początkujących traderów. Wynika raczej z możliwości inwestowania wysokiego kapitału: stanowiącego wielokrotność faktycznie posiadanego. I to właśnie on stanowi kluczowy element dzięki któremu właśnie ta forma inwestowania jest tak popularna. Jeśli inwestor posiada 1000PLN a może kupić dolary za 50tyś, 100tyś a nawet 200tyś złoty, z pewnością skorzysta z takiej możliwości. Zastanówmy się jednak skąd gracz ma w ogóle taką możliwość?

Wszystko dzięki tzw. dźwigni finansowej. To instrument dzięki któremu kapitał inwestora jest zwielokrotniony o wcześniej ustalony mnożnik na czas inwestycji. Kiedy ta jest zamykana, wraca on do pierwotnej postaci jednak sam wygenerowany zysk lub strata nie odnosi się do standardowej a do powiększonej wartości. Brzmi skomplikowanie jednak w praktyce jest bardzo proste i intuicyjne. Posłużmy się prostym przykładem.

Jeśli inwestor przewiduje że wartość euro wzrośnie, wydaje on posiadane środki kupując 1000euro. Tylko 1000 gdyż jest to niemal cały posiadany kapitał. Wartość euro wzrosło o 7 centów: po potrąceniu wielkości spreadu, zarobił 5 centów za każdy zakupiony 1 euro czyli razem 50 euro. Jeśli jednak będzie miał możliwość skorzystania z dźwigni wielkości 1:50, oznaczać to będzie iż na czas inwestycji będzie mógł przeznaczyć 50 krotnie wyższą kwotę. Zamiast jednego tysiąca będzie mógł kupić aż 50tyś euro. W takim wypadku zysk wzrośnie również 50 razy więcej i wyniesie aż 2500 euro!

Podczas inwestowania wartości walut oczywiście nie zmienią się aż o 5%: różnica może wynosić np: 0.0009 euro a powyższe kwoty są jedynie przykładowe, mające za zadanie pokazać zasadę działania lewara.

Wartość samej dźwigni również nie jest stała. W zależności od brokera, może ona wynosić 1:50, 1:100 a często 1:200. W skrajnych przypadkach spotkać się można z mnożnikiem 1:1000 w tym jednak wypadku warto zastanowić się czy faktycznie warto z niej korzystać. Dlaczego? Otóż lewar działa w obie strony. Kiedy inwestowany kapitał jest 100-razy większy niż posiadany, względnie prosto nad nim zapanować. Kiedy jednak obracamy tysiąckrotnie większą niż posiada, nawet najmniejsza zmiana wartości kursu powoduje bardzo duże zmiany posiadanych środków względem wartości inwestowanej. Jeśli więc kurs zmieni się w oczekiwaną przez inwestora stronę, ten zarobi i to więcej niż przy niższym lewarze. Mało kto zwraca jednak uwagę na fakt co dzieje się kiedy inwestycja jest nietrafiona. W takim wypadku strata z każdej zainwestowanej złotówki mnożona jest aż 1000 razy! Każdy większy spadek spowoduje więc nie tylko wysoką stratę ale też zachwieje równowagą finansową konta.

W takich przypadkach należy posiadać odpowiednio wysokie zabezpieczenie finansowe w postaci niezainwestowanych funduszy. W razie niekorzystnej sytuacji, system właśnie z nich pobierze utracone środki. Jeśli strata jest zbyt duża i zabezpieczenie jej nie pokryje, otwarta pozycja zostanie automatycznie zamknięta a inwestor pozostanie z pustym portfelem.

Reasumując, dźwignia to potężne narzędzie. Daje ogrom możliwości i w rękach wprawionego tradera potrafi zdziałać naprawdę dużo. Jednak jeśli jest zbyt wysoka, ryzyko proporcjonalnie wzrasta. Warto się więc zastanowić czy nie lepiej inwestować regularnie ale z mniejszym mnożnikiem. W dłuższym okresie czasu z pewnością spowoduje to wyższy zysk i lepsze nastroje inwestycyjne.

bledne-przekonania

Błędne przekonania

Czasami zdarza mi się obserwować rynek. Nie ten giełdowy i walutowy ale nasz lokalny. Nie chodzi mi tutaj o analizę wydarzeń pod kątem wykorzystania ich podczas inwestycji: same obserwacje te nie mają wiele wspólnego z możliwością praktycznego ich zastosowania. To raczej taki luźny „flow podążających myśli”. O czym piszę? O rynku brokerów oferujących swoje usługi graczom z Polski. I to im dedykuję dzisiejszy wpis.

Zacznę o powszechnego – wydaje mi się że stwierdzenie nie jest mylne – przekonania że zarabianie na walutach jest możliwe już na chwilę po rejestracji u upatrzonego brokera. Wspominałem już o tym w jednym z pierwszych wpisów na blogu – niemniej dziś odrobinę z innej strony. Mianowicie kiedy spojrzeć na reklamę dowolnego domu maklerskiego (bądź brokera – kwestia nazewnictwa) od razu rzuca się w oczy marketingowe hasło

Zarejestruj się i zarabiaj krocie

Oczywiście nie tymi słowami: prawnie jest to zabronione. Pieniądze inwestowane w zdolnych copywriterów nie idą jednak na marne a przekaz wydaje się jasny. Szybkie spojrzenie i już wiadomo o co chodzi..

Hasła są skonstruowane w ten sposób alby pozyskać jak największą ilość potencjalnych graczy którzy zostawią u brokera swoje pieniądze. Również i tutaj nie bezpośrednio: przecież platforma jest tylko pośrednikiem między graczem a rynkiem lub – co zdarza się znacznie częściej – między graczem a samą platformą. Jednak pieniądze zostaną właśnie u reklamowanej firmy lub u konkurencji jeśli reklama okaże się słaba.

Oczywiście nie potępiam takiego zachowania: prawa rynku są jednak nieubłagane. Aby firma zarobiła, potrzebne są tysiące osób które zostawią u niej swoje fundusze. Z drugiej jednak strony uważam za mocno niemoralne przedstawianie wizji olbrzymich pieniędzy które można zarobić już pierwszego dnia. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju bonusy i gratisy dodawane do każdej wpłaty kuszące początkujących. Na szczęście rynek się rozwija a przepisy powoli ale systematycznie zabraniają podobnych praktyk.

Przykładowo ostatnio opisywany na Platformie-Forex broker Plus500 został spółką giełdową. To z kolej spowodowało że każda strona która chciałaby promować właśnie ich system, musi zawrzeć jasną i czytelną informację że to broker CFD a sama inwestycja na Forex jest ryzykowna. Czy hasło jest na stronie? Jest ale sprytnie wplecione w treść: „(…)Czy mogę polecić tego brokera oferującego kontrakty CFD(…)„. W stopce zaś znajdziemy informację że Forex wiąże się z ryzykiem. Nie jest to może super wyraźne ostrzeżenie jednak wypada całkiem nieźle na tle konkurencji. Niestety to cały czas wyjątek potwierdzający regułę.

Sprawdźmy innych brokerów recenzowanych na wspomnianej stronie: okaże się że Plus500 jest jedynym wyjątkiem (a specjalnie przejrzałem każdy artykuł) gdzie w recenzji zasugerowano że próba inwestycji może się nie udać. Dodatkowo sprawdziłem konkurencyjne witryny (niestety takich z recenzjami jest jak na lekarstwo; podążyłem na serwisami z komentarzami). Pierwszy z brzegu broker-fx.pl i ich opinie o Plus500 – czy jest ostrzeżenie? Owszem – tym razem bardziej czytelne i od razu rzucające się w oczy: „Broker kontraktów CFD z siedzibą w Anglii(…)„. Czy w przypadku pozostałych ocenianych firm również jest o tym informacja (a praktycznie wszystkie są brokerami typu CFD) – niestety nie… W takim razie może firmy po prostu nie wymagają tego? Najprawdopodobniej: w końcu każda taka wzmianka może spowodować że stracą potencjalnego klienta.

Jeśli jednak spojrzeć na temat z drugiej strony: jeśli ktoś nie spróbuje, to zapewne do końca będzie mógł żałować że nie sprawdził czy giełda walut faktycznie jest dla niego.. Tym samym dzisiejszy wpis – w nieco narzekającym tonie – kieruję do początkujących graczy którzy albo dopiero co zaczęli swoją przygodę z walutami oraz tym którzy jeszcze się zastanawiają czy faktycznie będą mogli tutaj zarobić.

Powtarzałem to już wiele razy, powtórzę jednak raz jeszcze. Forex to miejsce gdzie można zarobić. I to dużo. Aby jednak nasza przyszłość rysowała się pełnym portfelem, potrzebne jest coś jeszcze. Mianowicie doświadczenie. Lub smykałka dzięki której każda otwarta pozycja będzie rentowna.

Nie należy jednak ślepo wierzyć w to co starają się przekazać marketingowcy w kolejnych spotach reklamowych. Na początku konto demonstracyjne, sprawdzenie się, nauka podstaw teoretycznych i sprawdzenie ich właśnie na koncie demo. Kiedy przebrniecie przez ten dosyć niewdzięczny etap, dalsza droga będzie stała przed Wami otworem.

Czy jesteś niedzielnym inwestorem?

Dziś dalsza część podziału typów inwestorów. W zeszłym miesiącu pisałem o osobach zawodowo parających się inwestycjami ale pracującymi w biurach maklerskich oraz osobach pracujących i inwestujących na pół etatu.

Dziś postaram się scharakteryzować największą grupę z jaką miałem do czynienia: z inwestorami niedzielnymi. Spotyka ona niespodziewanie podobne problemy i często w podobny sposób próbuje sobie z nimi radzić. Często też na wszelkiego rodzaju spotkaniach i zlotach takie osoby od razu potrafią się odnaleźć i… zdemotywować do dalszych, bardziej intensywnych działań i próby zrobienia czegoś więcej. Zakładam że i Wy – przynajmniej w dużej większości – należycie do tej grupy osób.

Dalsza część będzie poświęcona dwóm tematom: owczemu pędowi i możliwością rozwoju.

Zacznijmy od drugiej części: rozwój. Czy traktując Forex jedynie jako dorywcze zajęcie masz szansę w realny sposób na nim zarobić? Czy poświęcając godzinę tygodniowo na próbę znalezienia ciekawych możliwości inwestycji możesz faktycznie je znaleźć: szczególnie że robisz to bez większego doświadczenia? Jeśli uważasz że tak to zadam Ci inne pytanie: czy po zdaniu egzaminu na prawo jazdy i cotygodniowym „rajdzie” do kościoła na mszę i marketu na zakupy, stwarzasz zagrożenie na drodze? Oczywiście! Dlaczego? Gdyż to właśnie praktyka, trening i nieustanne samodoskonalenie się powodują że jesteś w stanie radzić sobie w pojedynczych, krytycznych sytuacjach.

Podobnie na Forex: jeśli nie traktować go poważnie to i owszem: czasami uda się ugrać kilkaset złoty. W dłuższym jednak wymiarze czasu to nieosiągalne. Brak znajomości niuansów każdej z par i najważniejsze – brak umiejętności (a ta pojawia się z czasem) praktycznego zastosowania pewnych schematów przekłada się na gorsze wyniki.

Na szczęście nie wszystko stracone. Wielu niedzielnych inwestorów z czasem „wkręca się” w tematykę i zaczyna poświęcać jej coraz więcej czasu osiągając dużo wyższy niż reszta poziom. Najważniejszym jednak dla takich osób jest otaczać się środowiskiem wzajemnie motywującym się do dalszego działania. Jeśli trafimy źle, np: na innych początkujących którym mało co wychodzi, to często mnożące się wśród nich przekonanie o niemożliwości generowania zarobku szybko się rozprzestrzeni i wszystkich ogarnie frustracja. A później zaczną rezygnować. Dlatego też zawsze zachęcam do uczestnictwa w zlotach i takiego dobierania znajomych by podążać za sentencją

otaczaj się lepszymi od siebie

(w myśl zasady: wejdziesz między krowy, zaczniesz muczeć jak one – grunt żeby to były bardziej doświadczone krowy niż Ty sam).

Rozwijając zagadnienie owczego pędu. Ostatnio przeglądałem internet w poszukiwaniu komentarzy o popularnych brokerach. Trafiłem na opinie o Plus500 i nasunęła mi się jedna myśl: jak różne znaleźć można informacje. I nie chodzi mi tutaj o opinie o brokerze – sam Plus się ostatnio wyrobił i w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Chodzi mi jednak o pewną wypowiedź, cytując:

(…) cóż z tego, że spread jest niski jak pobierają opłatę za utrzymywanie ‚nocne’ pozycji – w przeliczeniu około 2-3 pipsów za taką nockę włączając oczywiście noce przypadające w weekendy (…)

Byłem przekonany że momentalnie pojawią się komentarze hejterów: osób którym nigdy nic nie pasuje. Tacy pseudo-gracze często potrafią pociągnąć na dno niejedną zmotywowaną na początku osobę. Na szczęście tym razem okazało się że pojawił się ktoś z głową i szybko wytłumaczył na czym polega rolowanie. Zagadnienie banalne ale brak jego znajomości powoduje u wielu niedzielnych graczy zwątpienie i odstąpienie od dalszych prób zrobienia kroku na przód.

Na sam koniec: pamiętajcie że Forex is money. I o ile w wielu sprawach można podejmować jakiś temat „po łebkach” to w tym wypadku chodzi o Wasz kapitał. O możliwości rozwoju i zarobienia naprawdę dużych pieniędzy. Także w tej jednej kwestii skupcie się i poświęćcie giełdzie walutowej więcej czasu: gwarantuję że prędzej czy później przyjdą tego efekty.

typy-inwestorw

Jakim jesteś inwestorem?

Ostatnio obiecałem zając się typem inwestorów. Nie musicie dokładnie czytać tego wpisu ale jestem przekonany że kiedy dobrniecie do końca, będziecie wiedzieć którym typem jesteście. To zaś pozwoli wyłowić swoje słabości. Wtedy będziecie wiedzieć czego się wystrzegać, na co zwracać uwagę i nad czym szczególnie mocno musicie pracować.

Dziś znajdziecie pierwszą część typów, za dwa tygodnie kolejna. Wybaczcie ale nie mam tak dużo czasu aby rozpisywać się na kilka stron za jednym podejściem 🙂

Zacznijmy.

Inwestor zawodowy – jeszcze kilka lat temu był to praktycznie jedyny rodzaj inwestora dostępny na rynku. Pracownik zatrudniał się w biurze maklerskim i tam inwestował pieniądze klientów. Należy tutaj zaznaczyć że biura są często ubezpieczone ale.. tylko od pewnego typu odpowiedzialności. Żaden ubezpieczyciel nie wystawi polisy na tak niebezpieczne działania jak inwestycje na giełdzie gdzie codziennie upadają fortuny.

Jeśli jesteś pracownikiem takiego biura to zapewne na stronę trafiłeś/trafiłaś przypadkiem i wiesz co robisz. Jeśli zaś szukasz inspiracji i porad do konkretnych inwestycji, na tym blogu ich nie znajdziesz.

Inwestor po godzinach – czyli osoba która pracuje ale praca często nie wymaga wysiłku intelektualnego. Dzięki temu po powrocie do domu lub nawet w pracy ma czas na zajmowanie się giełdą. Taka osoba jest często pasjonatem który dorabia do pensji ale inwestowanie traktuje bardzo poważnie – przynajmniej według własnej opinii. Teraz można podzielić tę osoby na dwie grupy.

  1. Pierwsza z nich dopiero poznaje świat Forex ale już inwestuje tam własny prywatny kapitał (lub go reinwestuje stale powiększając kwotę bazową). Dla takich osób ciężko dać jakiekolwiek wskazówki – są ambitne, inteligentne i z na dzień dzisiejszy wiążą swoją przyszłość z akcjami lub walutami. Najważniejszym jest aby nie stać się osobą z grupy drugiej.
  2. Druga – czyli osoba która ma pracę na etacie i przy okazji inwestuje. Od kilku lat. Niestety przez cały ten czas nic się nie zmieniło. Ciągle praca i inwestycje. Łączenie tych dwu zajęć na początku jest jak najbardziej możliwe. Kiedy jednak z czasem chcielibyśmy pójść o krok dalej, staje się to niemożliwe. Lęk przed utratą stałej posady, comiesięcznej pensji od pracodawcy ogranicza umysł inwestora na tyle mocno że często nieświadomie traci on zamiast zyskiwać. Inwestuje nie tam gdzie trzeba aby ograniczyć swój zysk. Brzmi niewiarygodnie? Dla potwierdzenia moich słów zapytajcie dowolnego psychiatrę o takie zachowania. Początkujący student UJ na kierunku związanym z psychologią lub zarządzaniu zasobami ludzkimi to potwierdzi.

Jedynym logicznym rozwiązaniem jest porzucenie obecnej pracy i uświadomienie sobie (dopiero wtedy) że jeśli inwestycje będą nietrafione to zostaniecie z niczym. Bez żadnych środków do życia. A taka sytuacja niesamowicie motywuje. Wasze wyniki z tygodnia na tydzień polepszą się o kilkadziesiąt procent. Gwarantuję.

Jeśli zaś boicie się samotności (sam jestem takim przypadkiem!) to polecam wynajęcie biura. Tutaj ważnym jest żeby były to albo tzw. open-space albo miejsca gdzie regularnie można spotkać kogoś z biura obok, np: na korytarzu. Nie będzie Wam doskwierać samotność a dodatkowo nowe kontakty rozszerzą horyzonty.

strata-kapitalu

Bolesna strata kapitału

W zeszłym miesiącu podjąłem temat strat generowanych przez nowych inwestorów a skończyłem na objaśnianiu praktycznego zastosowania zasady Pareto. No cóż: takie odwlekanie podstawowego tematu staje się regułą ale czasami faktycznie warto napisać o czymś dużo ważniejszym. Jeśli więc jeszcze nie czytaliście tego wpisu, czym prędzej go się z nim zapoznajcie po czym wróćcie tutaj.

Dziś zaś wracamy do błędów inwestorów i straty kapitału. Same działania tradera nie przedstawiają żadnej wartości do momentu kiedy nie są zamknięte a w naszym portfelu inwestycyjnym nie pojawi się kwota większa niż na początku. Tym samym można dojść do wniosku że inwestowanie jest jedynie luźnym zajęciem. Do chwili kiedy nie zaczniemy do niego podchodzić na poważnie.

W tym właśnie momencie przeciętny Kowalski mający ciekawe hobby staje się inwestorem. Kim jest inwestor? To już temat na inny wpis gdyż ten „typ człowieka” jest bardzo różnie definiowany w różnych pozycjach książkowych. Postaram się go podjąć za tydzień.

Skupmy się na tym kluczowym momencie kiedy stwierdzamy że przeznaczymy własne, prywatne środki na grę. Nie umieścimy ich w skarpecie, nie wpłacimy do banku czy na lokatę. Nie oddamy też firmie maklerskiej która zapewne zajęłaby się nimi lepiej niż my ale pobrała odpowiednio wysoką prowizję.

Skorzystamy zaś z możliwości dźwigni finansowej i inwestując 100-krotnie większy kapitał, zakupimy euro za posiadane dolary. Tutaj zaś nawet najmniejsze wahanie kursu powoduje zysk lub stratę naprawdę dużych kwot (abstrahując: polecam zapoznać się z tym artykułem)

I dochodząc do meritum i tematu z początku.

[Teraz możecie mi zarzucić monotematyczność i ciągle poruszane te same tematy]

Jeśli ten kluczowy moment przypadnie na 2 dni po tym kiedy usłyszeliście że istnieje coś takiego jak Forex to znaczy że stracicie pieniądze a kiedy tylko ktoś z Waszych znajomych wspomni o giełdzie walutowej, zaczniecie tę osobę wyklinać od najgorszych.

Jeśli jednak zdobędziecie gro teoretycznego doświadczenia podpartego praktyką, będzie to pierwszy moment ciekawej i pasjonującej przygody trwającej latami. Czego życzę Wam z całego serca.

[tutaj chciałem zaznaczyć że jest to ostatni wpis zachęcający do korzystania z kont demonstracyjnych Forex. W przyszłości oczywiście będę o tym regularnie przypominał: będą do jednak tylko wtrącenia a nie przedmioty wpisów.

Dodatkowo: począwszy od stycznia nowe wpisy będę publikował co dwa tygodnie. Zdaję sobie sprawę że dobrze jest regularnie aktualizować blog, piszą o tym wszystkie podręczniki dot. publikacji w internecie, niemniej po prostu nie mam na to czasu. Być może w okolicach lipca-sierpnia wrócę do poprzedniej częstotliwości.]

wesolych

Wesołych Świąt!

Wszystkim czytelnikom bloga chciałbym złożyć najlepsze życzenia. Więcej czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi.

Trafionych inwestycji i dużo pipsów pod choinką.

A na nowy rok? Przede wszystkim dużo wiary że się uda. I efektów – aby w styczniu były lepsze niż w całym 2013.

Do zobaczenia za rok!

problemy_inwestora

Problemy inwestora

Czy wiecie że 90 procent inwestorów w ciągu pierwszych kilku miesięcy nie tylko traci cały zainwestowany kapitał ale też nigdy nie wraca do gry. Ok, wraca i ponownie traci – tylko bardzo niewielka ich część jest zdesperowana i gra aż do momentu kiedy gra faktycznie zaczyna im wychodzić i zaczynają oni zarabiać prawdziwe pieniądze.

Powyższa informacja nie jest moim widzi-mi-się. Pisał o tym pan Murphy w jednej z książek poświęconych bodajże analizie technicznej. Niestety nie pamiętam dokładnego tytułu tej pozycji więc musicie mi uwierzyć na słowo.

I teraz najważniejsze: to że większość graczy traci oznacza że Wy możecie stanąć po drugiej strony tej barykady i zacząć wygrywać. Pamiętajcie też o zasadzie Pareto. Ustalił on że 20% działań odpowiada za 80% przychodów. Oczywiście można ją stosować do wszelkich innych kwestii. Zarówno życiowych jak i biznesowych. Będzie to też m.in. oznaczać że tylko 20% czasu poświęconego na naukę przekłada się na 80% Waszej wiedzy. 20 procent czasu przeznaczonego na ćwiczenia gry na koncie demonstracyjnym przekłada się na 80% zdobytego doświadczenia.

Co dzieje się z pozostałym czasem? Niejako „zużywacie go” na bezproduktywne na obserwację wykresów czy bezmyślne patrzenie się na nie i myślenie o niczym. Lub o tym co mogłoby być. Pamiętam jak sam łapałem się na tym: zamiast faktycznie analizować, siedziałem i myślałem jak to kiedyś będę bogaty. Szkoda tylko że zamiast skupić się na nauce, bez sensu odkładałem moment kiedy faktycznie zacznę zarabiać.

Podsumowując: jeśli wcześniej założyliście że wieczór spędzicie na nauce i dokształcaniu się, modelowaniu nowych strategii i ich testowaniu a w praktyce siedzicie i wpatrujecie się bezmyślnie w monitor, zróbcie sobie przerwę. Na kilka minut. Wyjdźcie z psem, zapalcie papierosa… Później wróćcie myślami do tego wpisu, uświadomcie sobie jak dużo czasu przez to tracicie i na powrót zajmijcie się nauką.

Gwarantuję że w dłuższym okresie czasu można w ten sposób oszczędzić nie tylko godziny ale dni i tygodnie. A efekty przyjdą dużo szybciej.

Start-Finish

Nie liczy się to jak zaczynasz ale jak kończysz

„Nie liczy się to jak zaczynasz ale jak kończysz”.

Na pewno spotkaliście się z tym powiedzeniem. Nikt nie pamięta czasów kiedy Steve Jobs był pracownikiem sadu i eksperymentował z coraz to nowymi rodzajami narkotyków. Każdy jednak wie że był on wizjonerem i z założonej przez siebie firmę Apple zbudował finansowe imperium.

Nikt też nie pamięta że został z niej wyrzucony. Każdy za to wie że to właśnie on jest autorem/pomysłodawcą/promotorem iPhona, iPada czy MacBooka.

Jeśli nie wierzycie że tak naprawdę było, polecam książkę Issaca Newtona: napisał on biografię Jobsa (którą czyta się jednym tchem).

Po co ten przydługi wstęp? Ano po to żeby uświadomić Wam że nikt z Waszych znajomych czy rodziny nie będzie za rok pamiętał że nie było Was na rodzinnych zlotach i przyjacielskich imprezach. Kiedy to zamiast się bawić, spędzaliście kolejne godziny analizując trend czy douczając się analizy fundamentalnej. Po roku będą widzieć że macie pieniądze i że umiecie z nich korzystać. Że zarobiliście naprawdę dużo i jesteście ekspertami w swojej dziecinie.

Właśnie dlatego nie wolno się zniechęcać. Nie wolno słuchać głosów żebyście sobie odpuścili. Nie dawajcie za wygraną. Świat jest pełen przykładów zmotywowanych osób które nie zważając na zdanie innych dążyli do celu i go osiągali.

Od Was zależy jak potoczą się losy setek tysięcy dolarów. Czy trafią do Was czy do kieszeni innego tradera?

Tylko od Was zależy czy będziecie potrafili zbudować swoją niezależność finansową (nie lubię tego hasła, jest wykorzystywane przez wielu naciągaczy – niemniej ja nic nie chcę Wam sprzedać dlatego pozwolę sobie go użyć). Czy może będziecie do końca życia pracować na etacie codziennie rano budząc się ze świadomością że to właśnie dziś szef może Was zwolnić?

***************************
Wpis ten dedykuję mojej koleżance która wczoraj po raz pierwszy (przygodę z Forex rozpoczęła w czerwcu) z początkowych inwestycji 500zł przekroczyła barierę 10tyś USD (ponad 34tyś zł!) zysku. Dzięki Aniu.

stop-loss

Stop-lossy i psychologia gry

Dziś krótko ale treściwie. Jaka jest Wasza osobowość i czy pasuje ona do profilu zawodowego tradera?

Słowem wstępu: ludzie są podobni. Każdy ma w sobie żyłkę hazardzisty (pisał o tym Tuptron w artykule „Psychologia i mity” więc jedynie streszczę temat). Jeśli spojrzymy na tematykę zakładów bukmacherskich, można zauważyć że nasze państwo – podobnie jak w setkach innych tematów – próbuje myśleć za obywatela. Wprowadza wszelkiego rodzaju zakazy i ograniczenia dotyczące gier w jednorękiego bandytę i podobne automaty.

Dlaczego? Gdyż wychodzą z założenia że za większość społeczeństwa trzeba podejmować decyzję i chronić ja od potencjalnych niebezpieczeństw. Pomijając rozważania na temat prawidłowości takiego myślenia (i działania!) można wysnuć odrobinę inny wniosek. W hazard zaangażowane są tysiące jeśli nie setki tysięcy osób. Gdyby był to marginalny przypadek, nikt by się nim nie interesował.

Na rynku Forex jest podobnie. Jeśli niedoświadczony gracz rozpoczyna inwestycje, jego zachowania można porównać do hazardu. Taka osoba „strzela” czy wypadnie białe czy czerwone: czy wartość pary EUR/USD wzrośnie czy zmaleje.

Jednak jeśli w tę parę zainwestuje doświadczony trader można mieć mocne przeświadczenie że będą to decyzje podjęte z głową a ich efektem będzie większy stan portfela niż wcześniej.

Dodatkowo należy też zwrócić uwagę na bardzo prostą ale skuteczną metodę gry wykorzystywaną przez doświadczone grono graczy. Inwestują oni samodzielnie (a jakżeby inaczej) – grając wg przyjętych przez siebie strategii. Nie kończą ich jednak a transakcje są zamykane automatycznie.

Nie chcę dziś Wam tłumaczyć jak działają zlecenia ale z grubsza ich zadaniem jest automatycznie zamknąć otwartą pozycję w momencie kiedy ta wygeneruje odpowiednio wysoki zysk lub stratę.

Dlaczego? Po pierwsze z inwestora zdejmowana jest konieczność obserwacji wszystkich otwartych pozycji i może się on zająć szukaniem kolejnych możliwych zakupów. Po drugie: nie musi on walczyć z żyłką hazardzisty którą posiada każdy z nas. Ten wewnętrzny opór będzie nam kazał wstrzymać się ze sprzedażą pary jeszcze przez chwilę gdyż: albo będzie można wygenerować jeszcze wyższy zysk albo właśnie powiększająca się strata za moment się wyzeruje a my wyjdziemy z operacji na plusie. Tak nie jest. Uwierzcie mi na słowo. Powyższe zachowania budują stratę i nie tylko zniechęcają Was do dalszej gry ale też zabierają Wasze pieniądze.

profesjonalista

Tylko dla profesjonalistów

Postaram się dziś rozwinąć myśl która zakiełkowała w zeszłym tygodniu (i skutkowała całkiem niezłym wpisem). Jednak wtedy zamiast uświadczyć konkretów, przeczytaliście jedynie kilka moralizujących myśli i informacji o moim samochodzie :). Mam jednak nadzieję że udało mi się tym Was zmotywować do eksperymentów z giełdą Forex. Jeśli nie to cóż… Być może albo macie już dużo pieniędzy i wizja handlu nie jest dla Was albo coś poszło nie tak. W obu jednak przypadkach w dalszym ciągu zachęcam do spróbowania.

Pomijając aspekt finansowy, analiza bieżącej sytuacji i ciągła nauka czegoś nowego to nie tylko ciekawe hobby ale też bardzo rozwijające zajęcie.

Wracając jednak do konkretów i meritum wpisu: początków na giełdzie walut. Ta toleruje tylko profesjonalistów. Wszelkie elementy niezdecydowania lub braku pewności w stosunku do podejmowanych decyzji często skutkują stratą kapitału. Decyzje te powinny być realizowane w ciągu ułamków sekund a zamknięcie otwartych opcji winno odbywać się automatycznie, za pomocą zleceń (stop-loss, take-profit i pokrewnych).

Co najważniejsze: jeśli nie studiujecie lub nie żyjecie na konto rodziców (a tak zapewne jest w przypadku większości czytelników) to Forex nie może być podstawą Waszych zajęć. Nie na początku.

Kiedy już założycie konto demonstracyjne, przećwiczycie na nim wiedzę zdobytą z podręczników, seminariów i setek stron internetowych poświęconych podstawom, przyjdzie czas na… nie, nie na założenie realnego konta. Kiedy dojdziecie do takiego etapu, dajcie sobie jeszcze miesiąc. W przeciwnym razie będziecie zgubieni.

W życiu każdego początkującego gracza przychodzi taki moment kiedy wydaje mu się że przyszedł czas na zarobienie prawdziwych pieniędzy. Wtedy Wasz „skill” będzie na poziomie 50-60% przeciętnego tradera. To bardzo mało ale do chwili przejścia z początkującego do praktyka obracającego realną gotówką zostało bardzo niewiele.
To właśnie wtedy jest najlepszy moment kiedy powinniście poświęcić grze cały swój wolny czas. Odpuście zajęcia, weźcie urlop a rodzinę wyślijcie na wakacje. Od rana do wieczora zaś ćwiczcie i budujcie własne strategie.

Dlaczego? Gdyż poskutkuje to prawdziwym zyskiem. Gwarantuję że pomnożycie zainwestowany kapitał w ciągu pierwszego miesiąca.